No to mamy kolejną gafę. Jak podaje korespondent Radia Zet, reprezentujący Polskę na szczycie Unii Europejskiej w Brukseli prezydent Kaczyński popisał się na jednej wieczornej konferencji dwiema wpadkami. Najpierw próbował poprawiać tłumaczkę, która przymiotnik “holenderski” przetłumaczyła poprawnie jako “Dutch”. Prezydent raczył był uważać, że powinno się powiedzieć “Netherlands”, co jako żywo jest rzeczownikiem (“Holandia”).
Kiedy już minister Fotydze udało się przetłumaczyć prezydentowi, że to tłumaczka ma rację, Pierwszy Obywatel IV RP dał kolejną plamę. Zapomniał, że mikrofon jest włączony i zaczął sobie wybierać dziennikarzy, od których nie chciałby słuchać pytań. Już samo to jest obciachem dla polityka, ale jeśli przy okazji dziennikarkę, od której nie chce się usłyszeć pytania, nazywa się “czerwoną małpą” – to jest to już obciach do kwadratu, tak jakby na raut u ambasadora założyć dres z kreszu z czterema paskami.
Całej relacji można posłuchać tutaj. Niedługo pewnie nagranie wideo trafi na YouTube, bo całą rzecz nagrała też TVN24.
A teraz dwie refleksje.
Po pierwsze, na własne uszy słyszałem debatę między Kaczyńskim (Lechem) i Tuskiem przed kampanią prezydencką. Dyskusja odbywała się w TVN 24 i padło pytanie o znajomość języków. Kaczyński twierdził, że zna angielski na tyle dobrze, że czasami zdarza mu się poprawiać tłumaczy. Że mu się zdarza, właśnie zobaczyliśmy. Panie prezydencie, pański problem z Dutch-Netherlands jest na poziomie kursu podstawowego. Mówię to absolutnie poważnie i świadomie. Jako anglista z wykształcenia.
Po drugie, czemu u licha już po raz drugi na szczycie unijnym reprezentuje nas prezydent, a nie premier? Unijne spotkania mają charakter roboczy, często dotyczą spraw naprawdę przyziemnych i dotyczących mechaniki rządzenia, administracji – właśnie takich, jakimi zajmują się premierzy. I właśnie premierzy rządów reprezentują swoje kraje na unijnych szczytach. Chyba że kraj ma ustrój prezydencki, jak np. Francja. Ale u nas, póki co, panuje system parlamentarno-gabinetowy. A jednak drugi z braci nie uczęszcza na szczyty UE. Ba, w ogóle mało uczęszcza po świecie. “Super Express” pisał kiedyś, że to strach przed lataniem. A może to kwestia języka? Widocznie w panującej nam bliźniaczej parze to Lech jest światowcem i specjalistą od języków obcych. I tu: patrz refleksja pierwsza.
Co do “czerwonej małpy” to szkoda słów. Koń jaki jest, każdy widzi. Pocieszające jest tylko to, że w ten sposób prezydent pokrętnie, ale jednak potwierdza prawdziwość teorii ewolucji. A co na to wiceminister Orzechowski? :)
(foto via Nonsensopedia)