Archiwum dla grudzień, 2006

Kariera Kazimierza Marcinkiewicza

środa, 27 grudzień, 2006

- Chłopie, masz tę robotę jak w banku – powiedział premier.
Dialog z “Kariery Nikodema Dyzmy”? Zasadniczo i pobieżnie prawie tak, tyle że Dyzma IV RP robi karierę nie od bankiera do premiera, tylko odwrotnie.
I taka jest mniej więcej różnica między II a IV RP.

Niestety, jeśli chodzi o podatność polskiej ziemi na zachwaszczenie Dyzmami, nie zmieniło się prawie nic.

O czym można się przekonać tutaj:

PS. Podziękowania dla wszystkich internautów, którzy sugerowali zajęcie się “Karierą Nikodema Dyzmy”.

Wigilia, najwyższy czas przemówić ludzkim głosem :)

niedziela, 24 grudzień, 2006

Małpa z życzeniamiDrodzy czytelnicy, jeśli chodzi o życzenia, to najlepiej pożyczyć sobie samemu. Najlepiej w jakimś niedrogim banku.
Ale tradycja zobowiązuje i tym razem niefilmowo życzę:

Niektórym politykom – wybudzenia z koszmarów, które śnią na jawie.

Wszystkim wykształciuchom – rychłego końca IV RP.

A w ogóle to 3 mln mieszkań dla każdego, autostrad od morza do Tatr (i w poprzek) i dużo zdrowia, szczęścia i spokoju w te święta.

A jeszcze jakby spadł śnieg… :)

Czerwona małpa albo Brothers in Words

piątek, 15 grudzień, 2006

No to mamy kolejną gafę. Jak podaje korespondent Radia Zet, reprezentujący Polskę na szczycie Unii Europejskiej w Brukseli prezydent Kaczyński popisał się na jednej wieczornej konferencji dwiema wpadkami. Najpierw próbował poprawiać tłumaczkę, która przymiotnik “holenderski” przetłumaczyła poprawnie jako “Dutch”. Prezydent raczył był uważać, że powinno się powiedzieć “Netherlands”, co jako żywo jest rzeczownikiem (“Holandia”).
Kiedy już minister Fotydze udało się przetłumaczyć prezydentowi, że to tłumaczka ma rację, Pierwszy Obywatel IV RP dał kolejną plamę. Zapomniał, że mikrofon jest włączony i zaczął sobie wybierać dziennikarzy, od których nie chciałby słuchać pytań. Już samo to jest obciachem dla polityka, ale jeśli przy okazji dziennikarkę, od której nie chce się usłyszeć pytania, nazywa się “czerwoną małpą” – to jest to już obciach do kwadratu, tak jakby na raut u ambasadora założyć dres z kreszu z czterema paskami.
Całej relacji można posłuchać tutaj. Niedługo pewnie nagranie wideo trafi na YouTube, bo całą rzecz nagrała też TVN24.
A teraz dwie refleksje.
Po pierwsze, na własne uszy słyszałem debatę między Kaczyńskim (Lechem) i Tuskiem przed kampanią prezydencką. Dyskusja odbywała się w TVN 24 i padło pytanie o znajomość języków. Kaczyński twierdził, że zna angielski na tyle dobrze, że czasami zdarza mu się poprawiać tłumaczy. Że mu się zdarza, właśnie zobaczyliśmy. Panie prezydencie, pański problem z Dutch-Netherlands jest na poziomie kursu podstawowego. Mówię to absolutnie poważnie i świadomie. Jako anglista z wykształcenia.
Po drugie, czemu u licha już po raz drugi na szczycie unijnym reprezentuje nas prezydent, a nie premier? Unijne spotkania mają charakter roboczy, często dotyczą spraw naprawdę przyziemnych i dotyczących mechaniki rządzenia, administracji – właśnie takich, jakimi zajmują się premierzy. I właśnie premierzy rządów reprezentują swoje kraje na unijnych szczytach. Chyba że kraj ma ustrój prezydencki, jak np. Francja. Ale u nas, póki co, panuje system parlamentarno-gabinetowy. A jednak drugi z braci nie uczęszcza na szczyty UE. Ba, w ogóle mało uczęszcza po świecie. “Super Express” pisał kiedyś, że to strach przed lataniem. A może to kwestia języka? Widocznie w panującej nam bliźniaczej parze to Lech jest światowcem i specjalistą od języków obcych. I tu: patrz refleksja pierwsza.
Co do “czerwonej małpy” to szkoda słów. Koń jaki jest, każdy widzi. Pocieszające jest tylko to, że w ten sposób prezydent pokrętnie, ale jednak potwierdza prawdziwość teorii ewolucji. A co na to wiceminister Orzechowski? :)
(foto via Nonsensopedia)

Będzie o Kaziu, nie o wackach

środa, 6 grudzień, 2006

Tak, tak, cała IV RP żyje seksskandalem w Samoobronie, ale nie mam w ogóle ochoty zajmować się takim tematem. Kursor mi opada. W normalnym kraju od poniedziałku po południu mówiłoby się “były wicepremier Lepper”. Nie powiem, że to w pełni przewidziałem, ale trochę…
A IV RP jest cierpliwsza od papieru – zniesie wszystko i jeszcze więcej:

  • Taśmy prawdy, czyli korupcja polityczna PiS – i co? i nic.
  • Nazistowskie zabawy Wszechpolaków, czyli przybudówki LPR – i co? i nic.
  • Molestowanie w biurach poselskich Samoobrony – i co? i na razie nic, i – niestety – dalej też pewnie nic.

Co jeszcze musi się zdarzyć, żeby coś się zmieniło? Ktoś ma opublikować nagranie z rytualnego mordu z udziałem całej partyjnej wierchuszki?
Na szczęście są tematy mniej dołujące. Nie zapominajmy, że cała Polska szuka dziś pracy dla Kazia! W komedii “Poszukiwany, poszukiwana” (nie w “Czterdziestolatku” – dzięki Wojtek!) jedna z przedstawicielek czerwonego establishmentu mówiła: “Mój mąż z zawodu jest dyrektorem.” A Kazio z zawodu jest premierem, więc nie weźmie byle czego. Pytanie co mu dadzą.

Za zdrowie IV RP :)

sobota, 2 grudzień, 2006

Cabernet KaczinskojeMamy weekend, więc proponuję toast za zdrowie wszystkich – i zwolenników, i przeciwników IV RP. Choćby takim wybornym cabernetem o swojsko brzmiącej nazwie Kaczinskoje.
Jeśli ABW i oburzeni zwolennicy IV RP zaczną pytać “czyja to wina?” to od razu odpowiem:

  • Po pierwsze, mówi się “czyje wino”, a nie “czyja wina”
  • Po drugie, wino jest z Ukrainy, konkretnie z Krymu

:)